poniedziałek, 21 stycznia 2019

Dziurawiec a chemioterapia

Interakcje między lekami a ziołami, to bardzo ciekawy temat, nad którym właśnie pracuję na potrzeby artykułu do pewnego czasopisma branżowego.
Wszyscy oczywiście od razu kojarzą nieprzypadkowo dziurawiec - zioło, które ma takich interakcji udokumentowanych bodajże najwięcej.
Jest to surowiec, który wpływa na aktywność enzymów metabolizujących leki (cytochrom P-450), takich jak na przykład CYP3A4. Z tego powodu jednocześnie stosowane środki farmaceutyczne, które również są metabolizowane przez CYP3A4, mogą być nadmiernie eliminowane, konsekwencją czego będzie obniżenie ich stężenia w płynach ustrojowych.
Przykładem może być irynotekan, chemioterapeutyk wykorzystywany w terapii nowotworów jelita grubego.
W niezaślepionym randomizowanym badaniu klinicznym 5 pacjentów leczono irynotekanem (350 mg/m2 dożylnie), lekiem, który jest metabolizowany przez CYP3A4. Jednoczesne zażywanie dziurawca w dawce 900mg/dzień doustnie przez 18 dni u tych pacjentów powodowało obniżenie stężenia aktywnego metabolitu irynotekanu w surowicy krwi o 42%.

Kolejnym chemioterapeutykiem, co do którego możemy się spodziewać interakcji z zielem św. Jana jest imatynib. Jest to lek także metabolizowany przez CYP3A4 oraz transportowany przez glikoproteinę-P, aktywność obu jest indukowana przez dziurawiec. Zatem stosowanie tego zioła podczas leczenia imatynibem, będzie skutkowała obniżeniem efektywności cytotoksycznej leku onkologicznego.

Jakie mogą być zatem konsekwencje jednoczesnego stosowania chemioterapii oraz dziurawca? Zmniejszenie efektywności leczenia oficjalnego. Należy podkreślić, że stosowanie dziurawca może być korzystne, jeżeli z jakiegoś powodu chcemy się szybciej pozbyć danego chemioterapeutyku z płynów ustrojowych. Zasadniczą sprawą jest jednak tutaj wiedza z zakresu tego, jak dany lek jest metabolizowany (przez jakie izoenzymy P-450). Jeśli są to enzymy, na które wpływa dziurawiec, możemy się spodziewać odpowiedniej interakcji.

więcej informacji wkrótce :) 

środa, 8 listopada 2017

Ziołowe receptury na czas infekcji - warsztat 5 stycznia 2019

Okres jesienno-zimowy, to czas, kiedy szczególnie często borykamy się z osłabioną odpornością, chorobami przeziębieniowymi, czy grypowymi. Zapraszam zatem na warsztat, podczas którego nauczymy się, jak budować antyinfekcyjną tarczę obronną za pomocą roślin leczniczych.

Na zajęciach przyjrzymy się chorobom infekcyjnym układu oddechowego z punktu widzenia tradycyjnej europejskiej fitoterapii oraz z perspektywy medycyny chińskiej. Skupimy się zarówno na profilaktyce, jak i leczeniu tych najbardziej pospolitych dolegliwości. Wypracujemy alternatywę dla zbyt często stosowanych syntetycznych antybiotyków, czy popularnych leków aptecznych. Omówimy remedia odpowiednie zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. 

Warsztat będzie miał wymiar bardzo praktyczny. Wykonamy kilka preparatów przydatnych w sezonie infekcyjnym. Nauczymy się, jak przygotowywać syropki przeciwkaszlowe, czy jak przyrządzać receptury, które uchronią nas przed infekcją. Zostaną zaproponowane rozmaite mieszanki ziołowe pomocne w terapii chorób dróg oddechowych dostosowane do indywidualnej sytuacji pacjenta.

Poznamy zioła dostępne na łąkach i w lasach, a także surowce, w które można zaopatrzyć się w zielarniach. Będziemy przyglądać się roślinom, dotykać je i smakować. Podczas tych czynności z pewnością powstaną cenne eliksiry. Będziemy kosztować je na miejscu, a te bardziej trwałe uczestnicy zabiorą do domu.

Mniej więcej w środku zajęć przewidziana jest przerwa obiadowa. 





Warsztat poprowadzi Ania Bober

Pasjonatka ziołolecznictwa. Fitoterapii uczyła się między innymi od dra Henryka Różańskiego oraz Jeremiego Rossa. Organizuje warsztaty zielarskie od 2012 roku. Prowadzi wykłady i szkolenia z zakresu dietetyki oraz fitoterapii, a także poradnictwo indywidualne. Ukończyła kurs zielarz/fitoterapeuta koordynowany przez dra Różańskiego oraz wiele innych szkoleń. Dietetyk wg Medycyny Chińskiej, Specjalistka Dietetyki i Poradnictwa Żywieniowego. W swoim podejściu łączy ziołolecznictwo zachodnie z medycyną chińską. Ponadto zajmuje się akupunkturą ucha oraz refleksologią twarzy. Jest absolwentką biotechnologii i antropologii kulturowej UAM oraz dwóch kierunków studiów podyplomowych na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Należy do sekcji fitoterapii Polskiego Towarzystwa Lekarskiego.

Strona internetowa: www.alchemilium.pl


Czas: 5 stycznia (sobota) 2019, godz. 11.00-18.00
Miejsce: Dom Dźwięku, Poznań

Koszt: 190 zł przy płatności do 31 grudnia, po tym terminie 210 zł
Informacje i zapisy: anna.bober81@gmail.com, 500 182 594

numer konta do przelewu:

Anna Bober Alchemilium
50 2490 0005 0000 4610 6114 8777 (Alior Bank)

Uwaga! Wpłata jest rezerwacją miejsca. Gdyby ktoś po uiszczeniu opłaty nie mógł wziąć udziału w warsztacie, można znaleźć osobę na swoje miejsce. W przeciwnym razie połowa kwoty nie podlega zwrotowi.

wtorek, 24 października 2017

czwartek, 7 września 2017

ABC ziołowej alchemii

Zapraszamy serdecznie na długo wyczekiwane zajęcia na temat tego, jak przygotowywać wyciągi z roślin leczniczych. Warsztaty odbędą się 1 października 2017 roku w Poznaniu na ul. Pięknej 4. Jest to pierwszy temat z planowanego cyklu szkoleń ziołowych. Pojawią się jeszcze zajęcia z fitochemii roślin leczniczych, na temat leczenia infekcji układu oddechowego, a jeśli będzie zainteresowanie, również chorób przewodu pokarmowego oraz zaburzeń metabolicznych.

Napary, wywary, maceraty, czy nalewki, to tylko niektóre sposoby przyjmowania ziół. Aby skorzystać z leczniczych właściwości roślin, potrzebna jest podstawowa wiedza na temat tego, jak i kiedy przygotowywać takie wyciągi. Niektóre substancje czynne rozpuszczają się w wodzie. Uzyskanie innych jest możliwe dopiero przy użyciu alkoholu o odpowiednim stężeniu. 

Ekstrahując materiał roślinny za pomocą różnych rozpuszczalników, możemy otrzymywać z tej samej rośliny, wyciągi o odmiennym działaniu. Dla przykładu napar z dziurawca działa zupełnie inaczej niż nalewka. Z drugiej strony obecność niektórych substancji czynnych może ułatwiać wchłanianie innych. Wszystkie te zawiłości zostaną wyjaśnione na warsztacie!





Na zajęciach poznamy podstawowe metody przetwarzania oraz ekstrakcji surowców roślinnych. Warsztat będzie składał się z części wykładowej oraz praktycznej. Podczas tej drugiej wykonamy kilka ziołowych preparatów. Poznamy receptury przydatne w pospolitych dolegliwościach. Będziemy smakować je na miejscu, a te bardziej trwałe uczestnicy zabiorą do domu.

W ramach zajęć praktycznych między innymi:

- Wykonamy kilka rodzajów wyciągów wodnych, poznamy różne techniki przygotowywania naparów.
- Każdy nauczy się, jak zrobić swój syropek na kaszel.
- Będziemy przygotowywać nalewki: proste i złożone.
- Dowiecie się, jak na bazie wyciągu roślinnego wykonać maść.

Zapewniamy wszystkie potrzebne produkty oraz narzędzia do pracy.

Warsztat poprowadzi:

Anna Bober - pasjonatka ziołolecznictwa. Fitoterapii uczyła się między innymi od dra Henryka Różańskiego oraz Jeremiego Rossa. Organizuje warsztaty zielarskie od 2012 roku. Prowadzi wykłady i szkolenia z zakresu fitoterapii oraz dietetyki, zarówno dla specjalistów, jak i amatorów ziołowej wiedzy. W swoim podejściu łączy ziołolecznictwo zachodnie z medycyną chińską, nie zapominając jednocześnie o podejściu biomedycznym, uwzględniającym najnowszą wiedzę z zakresu fitofarmakologii. Jest absolwentką biotechnologii, antropologii kulturowej UAM oraz dwóch kierunków studiów podyplomowych na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Od ponad 6 lat jest aktywnym uczestnikiem szkoleń i konferencji z zakresu fitoterapii oraz tradycyjnego ziołolecznictwa. Swoją wiedzę zdobywała między innymi na kultowych zajęciach z doktorem Różańskim w Międzyborowie. Należy do Sekcji Fitoterapii Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. 


Cena (orientacyjna, muszę jeszcze rozplanować materiały dla uczestników) przy płatności do 25 września 190 zł, po tym terminie 220.
W cenę wliczone są również preparaty ziołowe, które zabierzecie do domu.

Ilość miejsc ograniczona, wpłata jest rezerwacją miejsca. 

W sytuacji gdy po uiszczeniu opłaty z przyczyn losowych uczestnik rezygnuje z udziału w zajęciach, można znaleźć osobę na swoje miejsce. Jeśli się tego nie zrobi, połowa wpłaconej kwoty nie podlega zwrotowi.


Zapisy: anna.bober81@gmail.com, 500 182 594

strona internetowa: www.alchemilium.pl


Więcej informacji wkrótce!

wtorek, 29 sierpnia 2017

Nadszedł czas, aby napisać coś o sobie - kim jestem i co ja tutaj robię


Ziołami zajmować się można na wiele sposobów. Coraz bardziej modne jest ostatnio bycie fitoterapeutą. Wystarczy ukończyć roczny kurs w Krośnie, czy Katowicach i pomachać dyplomem. Niektórzy nawet rocznego kursu nie kończą. Nikt tego przecież nie weryfikuje, co kto wypisuje na swojej wizytówce. Nie zapominajmy jednak o tym, że fitoterapia jest nieistniejącą specjalizacją w dziedzinie medycyny. Przyszli lekarze przez pięć (kiedyś sześć) lat poznają podstawy ludzkiej fizjologii, patologii oraz znienawidzonej przez zielarzy farmakologii. Tyle samo moim zdaniem czasu potrzebuje fitoterapeuta, tak na początek, bo nauka nigdy się nie kończy, a wiedza jest jak ocean. Nie ma systemu, który by pokazywał, jaka droga jest właściwa, stąd całe to zamieszanie. Mimo, że ziołolecznictwo często było antysystemowe, to jednak obecnie, w dobie jego rosnącej popularności, potrzebujemy systemu, dlatego żeby "po pierwsze nie szkodzić", primum non nocere. O swojej drodze do fitoterapii opowiadam w dzisiejszym poście. 

Pasję do nauk biomedycznych rozwijałam od podstawówki. Wychowałam się na polskiej wsi, miałam przed domem całkiem spory kawałek łąki, a świat przyrody na wyciągnięcie ręki. Zawsze lubiłam się uczyć. Już w podstawówce brałam udział w olimpiadzie biologicznej, czy konkursach wiedzy ekologicznej, oraz wielu innych, byłam książkowym molem. W liceum wybrałam klasę o profilu biologiczno-chemicznym, taką, po której dobrze jest się wybrać na medycynę. Ja jednak, zafascynowana biologią komórki, zdecydowałam się na studiowanie biotechnologii. Z wielkim zaangażowaniem podeszłam do matury, a potem zabrałam się za przygotowania do egzaminów na studia. Zaowocowało to bardzo dobrymi wynikami rekrutacji, dzięki czemu dostałam się na wszystkie trzy uczelnie, na które aplikowałam. Zdecydowałam się na Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie o indeks rywalizowało jakieś 15 osób na jedno miejsce, a ja zdałam egzamin z drugą na liście punktacją!

Mniej więcej na trzecim roku studiów poczułam rozczarowanie wysokospecjalistyczną dziedziną wiedzy, którą zgłębiałam. Brakowało mi bliższego kontaktu z bardziej żywą nauką, taką użyteczną w życiu, przyjazną drugiemu człowiekowi i światu. Biotechnologia nie zawsze taka jest. Na ścianach instytutów, w których bywałam, widywałam plakaty sygnowane nazwą firmy Monsanto, a na lekcjach języka angielskiego w czytankach znaczy readingach, widywałam transgeniczne pomidory i podobizny Frankensteina. Budziło to we mnie niepokój, który nałożył się na młodzieńcze rozterki egzystencjalne. Były to moje intuicyjne odczucia, "czucie i wiara czasem silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko". Biotechnologia jako nauka, ma wspaniały potencjał, jeśli się ją jednak odpowiednio wykorzysta.. Zaczęłam odważnie szukać swojej drogi. W akademiku mówili na mnie wtedy niektórzy "pani filozof", podobno chodziłam lekko oderwana od ziemi. W ramach poszerzania zainteresowań kręciłam się po różnych humanistycznych wydziałach, a na filozofii robiłam dodatkowy przedmiot, tzw. humanizujący, są takie możliwości na studiach biologicznych.


Bałkany 2002 - Flora i Fauna.
Wyprawa Koła Naukowego Przyrodników po materiał badawczy - igły sosnowe!
Na zdjęciu uczestnicy ekspedycji podczas śniadania na skale :)



Wybierając pracownię magisterską, zdecydowałam się na badania nad molekularnym podłożem zaburzeń psychicznych. Cieszyło mnie, że moja pracownia mieściła się murach Uniwersytetu Medycznego, skąd dużo bliżej do człowieka i medycyny. Analizując skrupulatnie, jak to mam w swojej naturze, dane do pracy dyplomowej, odkryłam błędy w doktoracie koleżanki. Okazało się, że w PubMedzie, międzynarodowej bazie danych z zakresu nauk biomedycznych, są opublikowane błędne informacje. Nie chcąc robić nikomu krzywdy, napisałam o tym w przypisach swojej pracy. Wiadomo, że nikt nie czyta magisterek, a tym bardziej przypisów. Ponadto atmosfera w instytucie między szefem, a ekipą moich kolegów i koleżanek, była pełna napięć i niefajnych emocji. Wszystko to wzbudziło we mnie jeszcze większe rozczarowanie nauką. 

Mimo, że temat, którym się zajmowałam, był bardzo ciekawy, to jednak jeszcze przed obroną pracy magisterskiej, zdecydowałam się na odważny skok w bok, czyli studia z zakresu antropologii kulturowej. Ówczesna pani dziekan na Wydziale Biologii nie chciała absolutnie dać mi na to swojej zgody (na tak zwany drugi fakultet), twierdząc, że to podkopie moją karierę naukową. Z perspektywy czasu myślę, że miała trochę racji, bo właśnie dlatego jeszcze nie obroniłam doktoratu i nie wiem, czy uda mi się to zrobić w moim coraz bardziej intensywnym życiu zawodowym. Wszak dziś prowadzę własną firmę. Jednak w krytycznym momencie, zmienił się dziekan, a ja wieczna studentka, trafiłam na pierwszy rok studiów na Wydziale Historycznym.


Studia antropologiczne były formą mojego protestu wobec pozbawionych ducha nauk ścisłych. Na etnologii szukałam przyjaźni i zapomnianej wiedzy, mądrości ukrytej w tradycji i kulturze. Szczególnie zainteresowałam się antropologią medyczną, to właśnie wtedy zrodziła się moja fascynacja medycyną chińską. Uczęszczałam na pierwsze "chińskie" wykłady do Mandali, gdzie dr Agnieszka Krzemińska, dziś jeden z bardziej znanych wykładowców w tej dziedzinie w Polsce, dzieliła się swoją pasją. Po czasie rozczarowania rozczłonkowaną nauką, dużą sympatię wzbudził we mnie system patrzący na ludzki organizm z zupełnie innej perspektywy, takiej próbującej ogarnąć z lotu ptaka złożoną całość, jaką jest skomplikowany człowiek. Potem niejednokrotnie kwestionowałam chińskie podejście, by znów odkrywać je na nowo. Niczym niewierny Tomasz: Wątpię więc jestem. Miałam na to 10 lat czasu, bo tyle go minęło od moich pierwszych fascynacji tym orientalnym systemem.

W antropologii spodobała mi się koncepcja, a może nawet misja łączenia światów, systemów kulturowych posługujących się obcymi sobie językami. Z taką ideą w głowie zaczęłam szukać mostów łączących świat medycyny zachodniej, tej naukowej, akademickiej oraz tradycyjnej medycyny chińskiej, czy też tradycyjnego ziołolecznictwa. Wymagało to powrotu do metod szkiełka i oka, co przyszło mi z dużą radością, zaowocowało zapałem do pracy i dalszej nauki. Po pierwszych kursach z zakresu medycyny chińskiej, rozpoczęłam swoje pierwsze studia podyplomowe na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu.

Takie były początki. W kolejnej części opiszę drogę mojej specjalistycznej edukacji z zakresu fitoterapii (ziołolecznictwa), dietetyki, medycyny chińskiej, akupunktury ucha itd. Aktualnie wszystkie te informacje są umieszczone na mojej stronie internetowej. Może będzie to inspiracja innych, którzy szukają swojej ścieżki w pokrewnej dziedzinie. Tak, czy inaczej, każdy musi poradzić sobie z tym wyzwaniem na własną rękę i własną odpowiedzialność. Bo fitoterapia, mimo że modna, nie jest wcale łatwa, ani prosta. 



poniedziałek, 3 października 2016

Wyczerpane nadnercza - współczesna epidemia, o której pisano w starożytnych tekstach

Inspiracją do napisania tego posta było zaproszenie na II Międzynarodowy Kongres Medycyny Chińskiej, który odbył się w dniach 23-25 września w Krakowie (ITCM DAO). Tematem jednego z wielu ciekawych warsztatów, jakie podczas tego wydarzenia się odbywały, było Diagnozowanie i leczenie wyczerpania nadnerczy. Z wielką przyjemnością wzięłam udział w tym spotkaniu, temat ten wydaje mi się bardzo ważny i szczególnie ciekawy.

Syndrom wyczerpanych nadnerczy określany jest dziś często mianem epidemii. Na domiar złego, problem nie jest nadal traktowany poważnie przez współczesną medycynę. Zaburzenia dotykające nadnerczy rozpoznawane przez tę ostatnią, to przede wszystkim choroba Addisona (niedoczynność kory nadnerczy) oraz choroba Cushinga, która związana jest z nadmierną aktywnością wydzielniczą tych gruczołów. Zanim dojdzie jednak do rzadko występującej choroby Addisona, możliwe są jeszcze stany pośrednie. Tutaj właśnie mieści się zespół symptomów związanych z tzw. wyczerpanymi nadnerczami.

Jesteśmy dziś świadomi, jak wszechobecnym i złożonym czynnikiem prowadzącym do rozwoju różnego rodzaju zaburzeń zdrowotnych jest stres. Wszyscy doświadczamy jego obecności. Przyglądając się temu zjawisku na poziome biochemicznym, zauważamy, że wpływa on w szczególny sposób na czynność wydzielniczą gruczołów nadnerczowych. Stymuluje je do wydzielania tzw. hormonów stresu: adrenaliny oraz kortyzolu. Fizjologicznie przygotowują one organizm do wyzwania, jakiemu w związku z zaistniałą sytuacją stresową, musi on sprostać. Nasilenie czynników stresowych trwające przez dłuższy czas, będzie powodować przewlekle podniesiony poziom tych substancji oraz określone efekty metaboliczne. Sytuacja taka nie trwa jednak długo, po jakimś czasie przewlekłej stymulacji nadnerczy, pojawia się załamanie ich czynności wydzielniczej. Nadnercza stają się wyczerpane i niewydolne w zakresie swoich fizjologicznych funkcji, co prowadzi do zbyt małej ilości wydzielanych przez nie hormonów. Organizm przestaje tolerować stres, wpada w stan przewlekłego zmęczenia, czemu towarzyszyć może wiele dodatkowych dolegliwości zdrowotnych, takich jak bezsenność, kołatanie serca, depresja, niedoczynność tarczycy, choroby autoimmunologiczne, czy przedwczesna menopauza.

Wartościowych narzędzi w celu zrozumienia takiej sytuacji zdrowotnej dostarcza nam medycyna chińska. Objawy związane z syndromem wyczerpanych nadnerczy, o którym obecnie coraz częściej pisze się na Zachodzie, znane są tej orientalnej sztuce medycznej od tysięcy lat. Ich zespół traktowany jest tutaj jako niedobór Yin oraz Yang Nerek. Oczywiście, aby wprowadzić właściwe postępowanie terapeutyczne, potrzebna jest precyzyjna diagnoza doświadczonego terapeuty. Są jednak proste narzędzia, które możesz wykorzystać nie posiadając szczególnych kompetencji. Jedno z nich poznałam na warsztacie w Krakowie. Jeśli chcesz sprawdzić, czy problem wyczerpanych nadnerczy dotyczy Ciebie, możesz zbadać wrażliwość okolic pępka na dotyk. Tkliwość obszaru tuż pod pępkiem, po jego lewej i prawej stronie (odległość ok. 1-2 cm), może wskazywać na niewydolność Twoich gruczołów nadnerczowych. Warto to sprawdzić, jak dotąd nie miałam czasu zweryfikować tej metody, póki co dzielę się tylko wiedzą zdobytą na warsztacie.


Rys. W centrum rysunku i zegara znajduje się pępek.  Na godzinie 8ej oraz 4ej  widać miejsca, które mogą być tkliwe u osób z wyczerpanymi nadnerczami. Kid16 to punkt na meridianie nerek (Kiedney 16), CV9 oraz 7 to punkty na meridianie  Ren (GRT - Główny Regulator Przedni).

Powszechne osłabienie funkcji wydzielniczej nadnerczy we współczesnym społeczeństwie zostało zauważone niedawno. Pojawia się coraz więcej publikacji na ten temat, jest ich jednak ciągle mało. W języku polskim została jak dotąd wydana tylko jedna książka. Po poglądowym zapoznaniu się z tym, co jest publikowane, mam wrażenie, że współczesna literatura w zakresie charakteryzowanego tutaj problemu nie zauważa jednej ważnej rzeczy. Nie tylko przewlekły stres, niewłaściwa dieta, stosowanie substancji pobudzających itd. mogą prowadzić do wyczerpania nadnerczy. Może to być także uwarunkowane konstytucjonalnie. Termin konstytucja, jest obecny w chińskiej medycynie i odnosi się w wielkim skrócie do jakości materiału genetycznego, jaki otrzymujemy od swoich rodziców. Niektóre osoby po prostu dostają w "prezencie" od początku życia projekt osłabionej funkcjonalności tych gruczołów. Takie osoby dużo wcześniej rozwiną charakterystyczne dolegliwości. To jaką "kondycję nadnerczy" otrzymujemy od rodziców, zależy od tego, w jakim stanie zdrowia byli oni podczas momentu poczęcia. Nie mniej ważna jest kondycja zdrowotna matki w czasie ciąży. Osłabienie nadnerczy może być także spowodowane stresem płodowym, albo doświadczaniem silnego strachu (nie tylko w życiu płodowym, ale w ogóle). Inną sytuacją, mogącą prowadzić do wyczerpanych nadnerczy może być nadwątlenie esencji (1) na skutek porodów, a także nadmiernej utraty nasienia u mężczyzn (tak, mężczyzna może płacić bardzo dużą cenę za seks).

W terapii problemów z nadnerczami zasadniczą rolę odgrywa styl życia oraz dieta. Bardzo pomocne może być także wsparcie fitoterapii. Nie ma tutaj drogi na skróty, leczenie wymaga systematycznej, codziennej pracy, a powrót do zdrowia trwa długie miesiące, a nawet lata. Nie ma na to pigułki, może właśnie dlatego medycyna akademicka ciągle nie dostrzega tego problemu. Jeśli go zauważy, będzie po raz kolejny bezradna, pomijając oczywiście podawanie syntetycznych hormonów.

O diecie i ziołach wspierających nadnercza będę jeszcze pisać, albo przygotuję osobny wykład. Terapia powinna być indywidualnie dostosowana do symptomów obecnych u pacjenta. Szczególne znaczenie będą odgrywały pokarmy i zioła wzmacniające esencję, do takich z pewnością należy żółtko i pyłek kwiatowy. O tym, w jaki sposób wprowadzić je do codziennej diety, pisałam wcześniej na blogu w poście: Jajotonik - koktajl dla mózgu. Przykładem zioła wzmacniającego nasze Yin Nerek jest z kolei remania, której również poświęciłam osobny artykuł: Czas na małą czarną - kawa, czy remania.


1) Esencja pojęcie z zakresu medycyny chińskiej, jedna z cennych substancji fizjologicznych, której obfitość decyduje w sposób fundamentalny o naszym zdrowiu. Osłabienie esencji objawia się  między innymi jako wyczerpane nadnercza.




poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Czas na małą czarną: kawa, czy remania?

Któż nie rozpoczyna dnia o pobudzającej dawki kofeiny? Ja oczywiście! Zdecydowanie jestem wolna od kawy. Jeśli już ją piję, to okazjonalnie, dla towarzystwa raczej. Nie oznacza to jednak, że czarne napoje są mi zupełnie obce. Jest zioło, które zapewni podobne doświadczenia estetyczne, wprowadzając jednocześnie w nasze życie zupełnie nową jakość! Remania, co jest czarna jak kawa. Udało mi się już przekabacić z picia kawy kilka osób na to preparowane orientalne zioło. Remania jest drugim, zaraz po żeńszeniu, najczęściej stosowanym surowcem w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej. Zanim przyjrzymy się jej bliżej, dwa słowa przestrogi.

Nie ma ziół uniwersalnych, to co dla jednej osoby będzie korzystne, u kogoś innego wywoła objawy niepożądane. Oczywiście nie tylko leki syntetyczne je powodują, również nieprawidłowo stosowana fitoterapia może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia. Generalizując, zioła szkodzą dużo mniej, niż specyfiki farmaceutyczne, ale zdecydowanie należy się nimi umiejętnie posługiwać. Dziś wyjaśnię te niuanse na przykładzie remanii oraz w mniejszym stopniu kawy, posługując się głównie terminologią medycyny chińskiej.

Remania (łac. Rehmania glutinosa należy do rodziny trędownikowatych (Scrophulariaceae) w obrębie rzędu jasnotowatych (Lamiales/Tubiflorae). Warto jednak zaznaczyć, że jej taksonomia nie jest jasna, zmienna u różnych autorów. To współczesne badania genetyczne wykazały, że Rehmannia jest blisko spokrewniona z rodziną trędownikowatych, a jeszcze bliżej z rodziną zarazowatych Orobanchaceae, do której także bywa zaliczana. W fitoterapii stosowany jest najczęściej jej korzeń gotowany w winie ryżowym, dostępny w sprzedaży jako Radix Rehmmaniae Preparata (Shu Di Huang).


   

Charakterystyka wg medycyny chińskiej:

Smak słodki,
Natura termiczna lekko ogrzewająca (remania preparowana w winie ryżowym)
Kanały do których wchodzi: Serce, Nerki, Wątroba

Działanie i wskazania:
Odżywia krew i wzmacnia esencję. W związku z tym ma następujące zastosowania:
- przy bólu w dolnej części pleców,
- słabości kończyn dolnych,
- zawrotach głowy z odczuciem pustki w głowie,
- szumie w uszach,
- przy zmniejszeniu ostrości widzenia,
- przedwczesnym siwieniu włosów z powodu wyczerpania krwi i esencji,
- przy niedoborze yin nerek z objawami nocnego pocenia się,
- w przypadku wyniszczających chorób

Remania to zioło bardzo odżywcze, wzmacniające oraz, jak to zwykle bywa przy takich specyfikach, ciężkostrawne jednocześnie. Nie polecam zatem tego wzmacniającego napoju pić w godzinach wieczornych, ponieważ nasz układ pokarmowy może sobie z tym nie poradzić. Remanię pijemy, podobnie jak kawę rano, wtedy, kiedy nasze narządy trawienne pracują najsprawniej. Wskazania do picia kawy w godzinach porannych (oraz przeciwwskazania w godzinach wieczornych) wynikają jednak z innych powodów. Oczywiście można do receptury z remanią dodać ziół aromatycznych, które pomogą przyswoić cenne składniki tego chińskiego remedium. Ja osobiście piję to zioło w wersji solo.

Warto jeszcze wyjaśnić, dlaczego niektórym osobom remania będzie bardziej służyła, niż kawa. Ta ostatnia ma ona oczywiście swoje atuty. Z uwagi na ilości, w jakich jest wypijana, można powiedzieć, że jest to podstawowe źródło antyoksydantów w diecie Europejczyków. Działanie remanii wydaje się być jednak przeciwne do kawy. To co mają ze sobą wspólnego oba surowce, to właściwości ogrzewające, zarówno remania (w formie preparowanej), jak i kawa, są termicznie ciepłe, zatem będą przeciwwskazane u osób z objawami gorąca, natomiast zalecane dla tzw. zmarzlaków. Na tym podobieństwa się kończą.

Kawa ułatwia trawienie, ogrzewa wyziębione nerki, usuwa wilgoć, szczególnie tą zimną. Z drugiej strony, poprzez swoje działanie osuszające, może spowodować osłabienie aspektu Yin (1). Dzieje się tak przy jej przewlekłym stosowaniu, co w naszym kręgu kulturowym jest oczywiście częstą praktyką. Z pewnością zrozumie to ten, kto nadwątlił już te zasoby Yin  i dostaje palpitacji oraz uderzeń gorąca po szklance "małej czarnej". Remania z kolei wzmacnia, odżywia, jednak stosowana w nadmiarze, może powodować wilgoć w organizmie. Dlatego korzystnie zadziała szczególnie na osoby wychłodzone, wysuszone i osłabione. Najlepiej, jeśli będzie podawana w asyście ziół ułatwiających trawienie, co uchroni przed generowaniem dodatkowej wilgoci, czy nawet śluzu w organizmie.

Jak można stosować remanię na co dzień:

5-15 gram preparowanego korzenia gotujemy kilka minut w 1/4 - 1/2 litra wody. Po odlaniu odwaru, surowiec warto wygotować jeszcze kilka razy. Osobiście robię to tak długo, jak długo woda zabarwia się na kolor czarny, czyli zwykle 3-4 razy.

Oczywiście możemy zażywać to zioło także w formie gotowych receptur (chińskie kuleczki) na podstawie odpowiedniej diagnozy wg syndromów medycyny chińskiej.


.Charakterystyka wg badań farmakologicznych i klinicznych   

W tradycyjnej medycynie chińskiej zioło R. glutinosa było i jest traktowane jako środek adaptogenny o działaniu odżywczym na ciało i poprawiającym samopoczucie, zwiększającym witalność. Remania reguluje wydzielanie kortykosteroidów, chroni korę nadnerczy przed atrofią. Ponadto używana jest w leczeniu takich zaburzeń hormonalnych, jak menopauza, czy zaburzenia poziomu hormonów tarczycy. W mieszankach ziołowych, np. z nasionami żywotnika, czy głożyny pospolitej, leczy się remanią  bezsenność oraz palpitacje.

Korzeń remanii wykazuje ochronny wpływ na wątrobę. Stosowany jest jako leczenie wspomagające w nowotworach tego narządu, ponieważ wpływa hamująco na proliferację komórek nowotworowych oraz pobudza ich apoptozę. Rehmania glutinosa jest od wielu lat stosowana w tradycyjnej chińskiej medycynie jako środek przeciwcukrzycowy, skutecznie obniżający poziom cukru we krwi. Obniża także ciśnienie krwi, a także poziom cholesterolu, poprawia krążenie krwi w mózgu oraz krążenie wieńcowe. Korzeń wraz z innymi lekami ziołowymi przepisywany jest w anemii, krwiopluciu oraz w chorobach ginekologicznych. Wykazuje aktywność przeciwbakteryjną, na przykład wobec Pseudomonas cepusia oraz Pseudomonas maltophilia.

Dawkowanie:
9-30 g dziennie

1)  Yin to aspekt materialny naszego zdrowia, będący w opozycji do Yang, które ma naturę bardziej energetyczną.