Któż nie rozpoczyna dnia o pobudzającej dawki kofeiny? Ja oczywiście! Zdecydowanie jestem wolna od kawy. Jeśli już ją piję, to okazjonalnie, dla towarzystwa raczej. Nie oznacza to jednak, że czarne napoje są mi zupełnie obce. Jest zioło, które zapewni podobne doświadczenia estetyczne, wprowadzając jednocześnie w nasze życie zupełnie nową jakość! Remania, co jest czarna jak kawa. Udało mi się już przekabacić z picia kawy kilka osób na to preparowane orientalne zioło. Remania jest drugim, zaraz po żeńszeniu, najczęściej stosowanym surowcem w Tradycyjnej Medycynie Chińskiej. Zanim przyjrzymy się jej bliżej, dwa słowa przestrogi.
Nie ma ziół uniwersalnych, to co dla jednej osoby będzie korzystne, u kogoś innego wywoła objawy niepożądane. Oczywiście nie tylko leki syntetyczne je powodują, również nieprawidłowo stosowana fitoterapia może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia. Generalizując, zioła szkodzą dużo mniej, niż specyfiki farmaceutyczne, ale zdecydowanie należy się nimi umiejętnie posługiwać. Dziś wyjaśnię te niuanse na przykładzie remanii oraz w mniejszym stopniu kawy, posługując się głównie terminologią medycyny chińskiej.
Remania (łac. Rehmania glutinosa) należy do rodziny trędownikowatych (Scrophulariaceae) w obrębie rzędu jasnotowatych (Lamiales/Tubiflorae). Warto jednak zaznaczyć, że jej taksonomia nie jest jasna, zmienna u różnych autorów. To współczesne badania genetyczne wykazały, że Rehmannia jest blisko spokrewniona z rodziną trędownikowatych, a jeszcze bliżej z rodziną zarazowatych Orobanchaceae, do której także bywa zaliczana. W fitoterapii stosowany jest najczęściej jej korzeń gotowany w winie ryżowym, dostępny w sprzedaży jako Radix Rehmmaniae Preparata (Shu Di Huang).
Charakterystyka wg medycyny chińskiej:
Smak słodki,
Natura termiczna lekko ogrzewająca (remania preparowana w winie ryżowym)
Kanały do których wchodzi: Serce, Nerki, Wątroba
Działanie i wskazania:
Odżywia krew i wzmacnia esencję. W związku z tym ma następujące zastosowania:
- przy bólu w dolnej części pleców,
- słabości kończyn dolnych,
- zawrotach głowy z odczuciem pustki w głowie,
- szumie w uszach,
- przy zmniejszeniu ostrości widzenia,
- przedwczesnym siwieniu włosów z powodu wyczerpania krwi i esencji,
- przy niedoborze yin nerek z objawami nocnego pocenia się,
- w przypadku wyniszczających chorób
Remania to zioło bardzo odżywcze, wzmacniające oraz, jak to zwykle bywa przy takich specyfikach, ciężkostrawne jednocześnie. Nie polecam zatem tego wzmacniającego napoju pić w godzinach wieczornych, ponieważ nasz układ pokarmowy może sobie z tym nie poradzić. Remanię pijemy, podobnie jak kawę rano, wtedy, kiedy nasze narządy trawienne pracują najsprawniej. Wskazania do picia kawy w godzinach porannych (oraz przeciwwskazania w godzinach wieczornych) wynikają jednak z innych powodów. Oczywiście można do receptury z remanią dodać ziół aromatycznych, które pomogą przyswoić cenne składniki tego chińskiego remedium. Ja osobiście piję to zioło w wersji solo.
Warto jeszcze wyjaśnić, dlaczego niektórym osobom remania będzie bardziej służyła, niż kawa. Ta ostatnia ma ona oczywiście swoje atuty. Z uwagi na ilości, w jakich jest wypijana, można powiedzieć, że jest to podstawowe źródło antyoksydantów w diecie Europejczyków. Działanie remanii wydaje się być jednak przeciwne do kawy. To co mają ze sobą wspólnego oba surowce, to właściwości ogrzewające, zarówno remania (w formie preparowanej), jak i kawa, są termicznie ciepłe, zatem będą przeciwwskazane u osób z objawami gorąca, natomiast zalecane dla tzw. zmarzlaków. Na tym podobieństwa się kończą.
Kawa ułatwia trawienie, ogrzewa wyziębione nerki, usuwa wilgoć, szczególnie tą zimną. Z drugiej strony, poprzez swoje działanie osuszające, może spowodować osłabienie aspektu Yin (1). Dzieje się tak przy jej przewlekłym stosowaniu, co w naszym kręgu kulturowym jest oczywiście częstą praktyką. Z pewnością zrozumie to ten, kto nadwątlił już te zasoby Yin i dostaje palpitacji oraz uderzeń gorąca po szklance "małej czarnej". Remania z kolei wzmacnia, odżywia, jednak stosowana w nadmiarze, może powodować wilgoć w organizmie. Dlatego korzystnie zadziała szczególnie na osoby wychłodzone, wysuszone i osłabione. Najlepiej, jeśli będzie podawana w asyście ziół ułatwiających trawienie, co uchroni przed generowaniem dodatkowej wilgoci, czy nawet śluzu w organizmie.
Jak można stosować remanię na co dzień:
5-15 gram preparowanego korzenia gotujemy kilka minut w 1/4 - 1/2 litra wody. Po odlaniu odwaru, surowiec warto wygotować jeszcze kilka razy. Osobiście robię to tak długo, jak długo woda zabarwia się na kolor czarny, czyli zwykle 3-4 razy.
Oczywiście możemy zażywać to zioło także w formie gotowych receptur (chińskie kuleczki) na podstawie odpowiedniej diagnozy wg syndromów medycyny chińskiej.
.Charakterystyka wg badań farmakologicznych i klinicznych
W tradycyjnej medycynie chińskiej zioło R. glutinosa było i jest traktowane jako środek adaptogenny o działaniu odżywczym na ciało i poprawiającym samopoczucie, zwiększającym witalność. Remania reguluje wydzielanie kortykosteroidów, chroni korę nadnerczy przed atrofią. Ponadto używana jest w leczeniu takich zaburzeń hormonalnych, jak menopauza, czy zaburzenia poziomu hormonów tarczycy. W mieszankach ziołowych, np. z nasionami żywotnika, czy głożyny pospolitej, leczy się remanią bezsenność oraz palpitacje.
Korzeń remanii wykazuje ochronny wpływ na wątrobę. Stosowany jest jako leczenie wspomagające w nowotworach tego narządu, ponieważ wpływa hamująco na proliferację komórek nowotworowych oraz pobudza ich apoptozę. Rehmania glutinosa jest od wielu lat stosowana w tradycyjnej chińskiej medycynie jako środek przeciwcukrzycowy, skutecznie obniżający poziom cukru we krwi. Obniża także ciśnienie krwi, a także poziom cholesterolu, poprawia krążenie krwi w mózgu oraz krążenie wieńcowe. Korzeń wraz z innymi lekami ziołowymi przepisywany jest w anemii, krwiopluciu oraz w chorobach ginekologicznych. Wykazuje aktywność przeciwbakteryjną, na przykład wobec Pseudomonas cepusia oraz Pseudomonas maltophilia.
Dawkowanie:
9-30 g dziennie
1) Yin to aspekt materialny naszego zdrowia, będący w opozycji do Yang, które ma naturę bardziej energetyczną.
Kurs aurikuloterapii
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
środa, 3 sierpnia 2016
Jajotonik - koktajl dla mózgu
Efektywnie pracujące szare komórki są na wagę złota. Nasz mózg to centrum decyzyjne, od którego wiele w naszym życiu zależy. Często, aby wspomóc jego działanie, spożywamy różnego rodzaju suplementy. Proponuję skorzystać z tego, co jest bardzo dobrej jakości, pod ręką, a do tego niewiele kosztuje.
Jeszcze kilka lat temu zdania na temat walorów zdrowotnych jaj były podzielone. Straszono przede wszystkim dużą ilością cholesterolu. Nawet pojawiły się na rynku jaja od kur zielononóżek o obniżonej zawartości tego składnika. Okazuje się jednak, że tak zaprojektowane jaja, mają drastycznie mniejszą wylęgalność, co świadczy o istotnej roli biologicznej cholesterolu w tworzeniu nowego życia. Z zapłodnionego jaja w ciągu 18-21 dni wykluwa się pisklę w pełni zdolne do samodzielnego egzystowania. Oznacza to, że jajo zawiera odpowiedni zestaw naturalnych substancji niezbędnych do powstania całego organizmu młodego ptaka. Czy nie jest to zdumiewające? Przyjrzyjmy się zatem bliżej, cóż to za niezwykłe komponenty oraz jakie może być biologiczne znaczenie dla nas samych.
Żółtko jest doskonałym źródłem lecytyny, karotenoidów, niemal wszystkich witamin, zarówno rozpuszczalnych w tłuszczach, jak i hydrofilowych witamin z grupy B. Obecne w żółtku tłuszcze wykazują szczególnie wysoką wartość biologiczną. Mają dobre proporcje nienasyconych kwasów tłuszczowych w stosunku do nasyconych oraz zawierają dużo cennych fosfolipidów. Jaja mogą być wartościowym źródłem DHA. Jest to kwas tłuszczowy z grupy omega 3, szczególnie ważny dla prawidłowej pracy mózgu, wzroku, istotny w profilaktyce chorób układu krążenia. Jego zawartość w żółtku jest zmienna, zależy oczywiście od sposobu żywienia kur. W dobrej jakości jaju możemy się spodziewać około 64 mg kwasu dokozaheksaenowego (DHA).
W przemyśle spożywczym powszechnie używana jest lecytyna sojowa, z pewnością ta jajeczna stanowi wartościowy jej zamiennik. W skład cząsteczki lecytyny wchodzi jeszcze inny cenny związek, mianowicie cholina. Jedno jajo zawiera jej aż 280 mg. Cholina to inaczej witamina B4. Zgodnie z aktualnymi normami żywienia, dzienne zapotrzebowanie na cholinę wynosi u osób dorosłych ok. 500 mg. Zarówno lecytyna, jak i jej składowa cholina, słusznie kojarzone są z dobrą pamięcią. Odpowiednia ich ilość w diecie wpływa bardzo korzystnie na funkcjonowanie naszych komórek nerwowych, poprawia funkcje uczenia się. Cholina jest ważna dla kobiet w ciąży ze względu na rozwijający się układ nerwowy płodu. Zmniejsza ryzyko demencji oraz choroby Alzhaimera. Obniża także ryzyko rozwoju raka piersi.
Żółtko jest także źródłem luteiny oraz zeaksantyny, karotenoidów wchodzących w skład pigmentu plamki żółtej, gdzie ich odpowiednia koncentracja ma decydujące znaczenie dla prawidłowych procesów widzenia. Ich rolę podkreśla się szczególnie w profilaktyce zwyrodnienia plamki żółtej oraz zaćmy. Są one także bardzo potrzebne osobom, które pracują dużo z komputerem. Zawartość luteiny w żółtkach zależy od tego, co zjadają kury i wynosi ok. 1,7 mg/100g. Ilościowo lepszym źródłem luteiny wydają się być zatem zielone warzywa, takie jak jarmuż, czy szpinak. Jednak luteina jajeczna jest 3-krotnie lepiej przyswajalna, niż z innych źródeł, prawdopodobnie z powodu jej rozpuszczenia w lecytynie żółtka.
Z uwagi na to, że wiele cennych składników jaja jest wrażliwych na działanie temperatury, warto spożywać je na surowo. Białko zawiera awidynę, która unieczynnia biotynę (witaminę H) w związku z czym regularne spożywanie całych surowych jaj, grozi pojawieniem się jej niedoborów. To żółtko jednak kumuluje w głównej mierze wszystkie cenne składniki, dlatego właśnie na tej części jaja dzisiaj się skupiamy.
Jak przygotować jajotonik - koktajl dla mózgu
Jedzenie surowych żółtek może wydawać się niesmaczne i mało atrakcyjnie. Można jednak przygotować miksturę, która nie tylko będzie miała lepsze walory smakowe, ale także jeszcze bogatsze wartości odżywcze. Wystarczy dodać pyłku kwiatowego (pszczelego), kolejnego superfood. O jego zaletach nie będę tym razem pisać, gdyż zasługuje on na osobny post. Aby zwiększyć biodostępność składników zawartych w ziarnach pyłku, należy namoczyć go na kilka godzin, najlepiej na całą noc.
Składniki mikstury: żółtko, pyłek oraz przegotowaną wodę łączymy w równych proporcjach.
Przygotowanie:
40 - 50 g pyłku kwiatowego zalewamy taką samą ilością przegotowanej wody.
Po nocnej maceracji dodajemy do mikstury dwa lub trzy żółtka (jedno waży ok. 20 g). Przed roztłuczeniem skorupki, warto włożyć jaja do gotującej się wody na 10 sekund, aby uchronić się przed potencjalną salmonellą. Kiedy połączymy składniki, blendujemy je do uzyskania jednolitej konsystencji, nie jest to jednak konieczne.
Otrzymujemy 120 - 150 g jajeczno - pyłkowego preparatu, który możemy przechowywać 2-4 dni w lodówce. Proponuję podzielić miksturę na 3 części i spożyć w ciągu 3 dni, pierwszą porcję pierwszego dnia, pozostałe wstawić do lodówki. Zażywać najlepiej dwa razy dziennie po 20 - 30 ml. Kurację warto powtarzać co kilka dni. Uwaga: jajotonik działa wzmacniająco i odżywczo na cały organizm, nie tylko na komórki nerwowe!
Jeszcze kilka lat temu zdania na temat walorów zdrowotnych jaj były podzielone. Straszono przede wszystkim dużą ilością cholesterolu. Nawet pojawiły się na rynku jaja od kur zielononóżek o obniżonej zawartości tego składnika. Okazuje się jednak, że tak zaprojektowane jaja, mają drastycznie mniejszą wylęgalność, co świadczy o istotnej roli biologicznej cholesterolu w tworzeniu nowego życia. Z zapłodnionego jaja w ciągu 18-21 dni wykluwa się pisklę w pełni zdolne do samodzielnego egzystowania. Oznacza to, że jajo zawiera odpowiedni zestaw naturalnych substancji niezbędnych do powstania całego organizmu młodego ptaka. Czy nie jest to zdumiewające? Przyjrzyjmy się zatem bliżej, cóż to za niezwykłe komponenty oraz jakie może być biologiczne znaczenie dla nas samych.
Żółtko jest doskonałym źródłem lecytyny, karotenoidów, niemal wszystkich witamin, zarówno rozpuszczalnych w tłuszczach, jak i hydrofilowych witamin z grupy B. Obecne w żółtku tłuszcze wykazują szczególnie wysoką wartość biologiczną. Mają dobre proporcje nienasyconych kwasów tłuszczowych w stosunku do nasyconych oraz zawierają dużo cennych fosfolipidów. Jaja mogą być wartościowym źródłem DHA. Jest to kwas tłuszczowy z grupy omega 3, szczególnie ważny dla prawidłowej pracy mózgu, wzroku, istotny w profilaktyce chorób układu krążenia. Jego zawartość w żółtku jest zmienna, zależy oczywiście od sposobu żywienia kur. W dobrej jakości jaju możemy się spodziewać około 64 mg kwasu dokozaheksaenowego (DHA).
W przemyśle spożywczym powszechnie używana jest lecytyna sojowa, z pewnością ta jajeczna stanowi wartościowy jej zamiennik. W skład cząsteczki lecytyny wchodzi jeszcze inny cenny związek, mianowicie cholina. Jedno jajo zawiera jej aż 280 mg. Cholina to inaczej witamina B4. Zgodnie z aktualnymi normami żywienia, dzienne zapotrzebowanie na cholinę wynosi u osób dorosłych ok. 500 mg. Zarówno lecytyna, jak i jej składowa cholina, słusznie kojarzone są z dobrą pamięcią. Odpowiednia ich ilość w diecie wpływa bardzo korzystnie na funkcjonowanie naszych komórek nerwowych, poprawia funkcje uczenia się. Cholina jest ważna dla kobiet w ciąży ze względu na rozwijający się układ nerwowy płodu. Zmniejsza ryzyko demencji oraz choroby Alzhaimera. Obniża także ryzyko rozwoju raka piersi.
Żółtko jest także źródłem luteiny oraz zeaksantyny, karotenoidów wchodzących w skład pigmentu plamki żółtej, gdzie ich odpowiednia koncentracja ma decydujące znaczenie dla prawidłowych procesów widzenia. Ich rolę podkreśla się szczególnie w profilaktyce zwyrodnienia plamki żółtej oraz zaćmy. Są one także bardzo potrzebne osobom, które pracują dużo z komputerem. Zawartość luteiny w żółtkach zależy od tego, co zjadają kury i wynosi ok. 1,7 mg/100g. Ilościowo lepszym źródłem luteiny wydają się być zatem zielone warzywa, takie jak jarmuż, czy szpinak. Jednak luteina jajeczna jest 3-krotnie lepiej przyswajalna, niż z innych źródeł, prawdopodobnie z powodu jej rozpuszczenia w lecytynie żółtka.
Z uwagi na to, że wiele cennych składników jaja jest wrażliwych na działanie temperatury, warto spożywać je na surowo. Białko zawiera awidynę, która unieczynnia biotynę (witaminę H) w związku z czym regularne spożywanie całych surowych jaj, grozi pojawieniem się jej niedoborów. To żółtko jednak kumuluje w głównej mierze wszystkie cenne składniki, dlatego właśnie na tej części jaja dzisiaj się skupiamy.
Jak przygotować jajotonik - koktajl dla mózgu
Jedzenie surowych żółtek może wydawać się niesmaczne i mało atrakcyjnie. Można jednak przygotować miksturę, która nie tylko będzie miała lepsze walory smakowe, ale także jeszcze bogatsze wartości odżywcze. Wystarczy dodać pyłku kwiatowego (pszczelego), kolejnego superfood. O jego zaletach nie będę tym razem pisać, gdyż zasługuje on na osobny post. Aby zwiększyć biodostępność składników zawartych w ziarnach pyłku, należy namoczyć go na kilka godzin, najlepiej na całą noc.
Składniki mikstury: żółtko, pyłek oraz przegotowaną wodę łączymy w równych proporcjach.
Przygotowanie:
40 - 50 g pyłku kwiatowego zalewamy taką samą ilością przegotowanej wody.
Po nocnej maceracji dodajemy do mikstury dwa lub trzy żółtka (jedno waży ok. 20 g). Przed roztłuczeniem skorupki, warto włożyć jaja do gotującej się wody na 10 sekund, aby uchronić się przed potencjalną salmonellą. Kiedy połączymy składniki, blendujemy je do uzyskania jednolitej konsystencji, nie jest to jednak konieczne.
Otrzymujemy 120 - 150 g jajeczno - pyłkowego preparatu, który możemy przechowywać 2-4 dni w lodówce. Proponuję podzielić miksturę na 3 części i spożyć w ciągu 3 dni, pierwszą porcję pierwszego dnia, pozostałe wstawić do lodówki. Zażywać najlepiej dwa razy dziennie po 20 - 30 ml. Kurację warto powtarzać co kilka dni. Uwaga: jajotonik działa wzmacniająco i odżywczo na cały organizm, nie tylko na komórki nerwowe!
środa, 2 grudnia 2015
Rokitnik - złoto Syberii doskonałe na bolączki jesieni
Jesień to czas, który sprzyja obniżeniu nastroju oraz infekcjom układu oddechowego. Natura daje jednak nam wiele środków, które mogą nas chronić przed tego rodzaju przypadłościami. O tej porze roku owocuje rokitnik, zwany inaczej złotem Syberii. W Polsce można go znaleźć nad Bałtykiem, na nadmorskich wydmach. W innych częściach kraju już niestety nie jest tak popularny, ale można go z powodzeniem uprawiać w przydomowych ogródkach. Wytrawni zbieracze roślinnych skarbów z pewnością znają jego kryjówki, wiedzą gdzie rośnie.
Owoce rokitnika uchronią nas przed jesiennym spadkiem nastroju. Doskonale sprawdzą się także zarówno w profilaktyce jak i terapii chorób infekcyjnych. Cóż takiego kryje się w tych niepozornych pomarańczowych owockach? Dlaczego mają tak korzystny wpływ na mózg, skąd ich potencjał wzmacniania naszej odporności? Spieszę z rozwikłaniem tej zagadki, przyjrzyjmy się zatem rokitnikowi uważnie!
Owoce rokitnika uchronią nas przed jesiennym spadkiem nastroju. Doskonale sprawdzą się także zarówno w profilaktyce jak i terapii chorób infekcyjnych. Cóż takiego kryje się w tych niepozornych pomarańczowych owockach? Dlaczego mają tak korzystny wpływ na mózg, skąd ich potencjał wzmacniania naszej odporności? Spieszę z rozwikłaniem tej zagadki, przyjrzyjmy się zatem rokitnikowi uważnie!
Owoce rokitnika zawierają znaczne ilości tłuszczu. Stosunek kwasów tłuszczowych omega 3 do omega 6 w przybliżeniu wynosi tutaj 1/1. Jest to proporcja, jaką rzadko można spotkać w produktach żywnościowych. Zazwyczaj proporcje tych kwasów są dużo niższe, co jest mniej korzystne dla naszego zdrowia. Ilość kwasów z rodziny omega 3 ma kluczowe znaczenie dla kondycji naszego układu nerwowego. Wiele dolegliwości natury psychicznej wiązanych jest z niedoborami tego rodzaju składników w diecie, depresja oraz stany obniżonego nastroju z pewnością do nich należą. Dlatego warto stosować olej z rokitnika na jesienne spadki nastroju.
Nasz mózg zbudowany jest z ok 60 % tłuszczu (nie licząc wody), a dużą jego część stanowią wielonienasycone kwasy z rodzaju omega -3. Cechą tego rodzaju cząsteczek jest duża podatność na procesy utleniania, które w wypadku tłuszczów nazywamy inaczej jełczeniem. Aby nasz mózg prawidłowo funkcjonował, potrzebuje dobrej jakości oleju oraz tarczy ochronnej, która zapobiegnie jego utlenianiu. Okazuje się, że rokitnik zawiera w swoim składzie, zarówno wartościowy tłuszcz, jak i ogromną ilość antyoksydantów. Należą do nich obficie występujące w jego owocach b-karoten, witamina C oraz E. Wszystkie mają kluczowe znaczenie dla ochrony naszej tkanki mózgowej przed niekorzystnymi zmianami oksydacyjnymi.
swierzop.pl
Powszechną dolegliwością jesienną są także infekcje układu oddechowego. Tutaj również przetwory z rokitnika będą bardzo przydatne. Duża ilość witaminy C, bogactwo witamin, minerałów oraz rozmaitych fito-związków powoduje, że rokitnikowe eliksiry są szczególnie cenne w stanach infekcyjnych. Spożywanie różnego rodzaju preparatów będzie także bardzo dobrą profilaktyką.
O rokitniku można pisać długie rozprawy, podobnie jak długa jest lista wskazań do jego zastosowania. W tym artykule skupiłam się na jego wpływie na nasze komórki mózgowe, z dwóch powodów. Po pierwsze temat ten jest rzadko opisywany w polskich źródłach internetowych, jest niejako zaniedbany. Artykuły i publikacje z tego zakresu można znaleźć w literaturze anglojęzycznej. Drugim powodem jest to, że wpływ czynników ziołowo-dietetycznych na działanie mózgu i umysłu to zagadnienia szczególnie mi bliskie.
Mimo, że rokitnik zbieramy jesienią, "świeże" owoce można spożywać cały rok. Warto jesienią zamrozić sobie trochę gałązek oblepionych pomarańczowym "złotem," by sukcesywnie móc podjadać ten witaminowy eliksir od czasu do czasu, Polecam go szczególnie jesienią i zimą, kiedy szansa złapania infekcji jest największa. Ja po wyjęciu z zamrażalnika odcinam owoce małymi nożyczkami, smakują jakby były prosto z krzaczka ;)
Mimo, że rokitnik zbieramy jesienią, "świeże" owoce można spożywać cały rok. Warto jesienią zamrozić sobie trochę gałązek oblepionych pomarańczowym "złotem," by sukcesywnie móc podjadać ten witaminowy eliksir od czasu do czasu, Polecam go szczególnie jesienią i zimą, kiedy szansa złapania infekcji jest największa. Ja po wyjęciu z zamrażalnika odcinam owoce małymi nożyczkami, smakują jakby były prosto z krzaczka ;)
Przetwory z rokitnika:
Intrakt
świeże rozdrobnione owoce rokitnika zalewamy gorącą wódką (alkohol 40%) proporcje surowca do alkoholu 1:3. Po dwóch tygodniach wytrawiania można dosłodzić miksturę miodem.
Nalewka
Suszone rozdrobnione owoce rokitnika zalewamy wódką. Proporcje 1/3. Po dwóch tygodniach można przecedzić, jeśli ktoś chce mieć klarowny płyn.
Napar
Suszone owoce rokitnika zalewamy wrzątkiem, 1 łyżka/szklankę gorącej wody. Owoce można wcześniej rozdrobnić i zrosić spirytusem. Zaparzamy kilka minut.
Chałwa rokitnikowo - lniana
Zmielone nasiona lnu mieszamy z zmielonymi owocami rokitnika w proporcji 1 część rokitnika/2 części nasion lnu. Dodajemy miękkich daktyli. Składniki rozcieramy na jednolita masę. Zjadamy najlepiej na świeżo, ale można też przechować smakołyk w lodówce.
poniedziałek, 5 października 2015
Nauczyć się patrzeć na nowo, czyli dwa słowa o ćwiczeniach oczu
Napięcie
mięśni w ciele jest przyczyną wielu dolegliwości. Warto zwrócić
uwagę na oczy, które, aby dobrze pracowały, także potrzebują
rozluźnienia i relaksu. Gdy przyjrzymy się budowie oka, widzimy
mięśnie, które otaczają gałkę oczną, również soczewka obsługiwana jest przez mięsień decydujący o jej prawidłowej pracy.
Tutaj jednak nie dotrą sprawne ręce masażystki, czy masażysty. Aby
rozluźnić oczy, potrzebujemy nauczyć się odpowiednich metod
relaksacji. Służą do tego celu rozmaite
ćwiczenia, których pionierem jest William Bates, amerykański oftalmolog będący
autorem metody reedukacji wzroku z początku XX wieku.
Okazuje
się, że ewolucyjnie nasze oczy są zaprojektowane tak, aby łatwo
dostrzec zagrożenie, albo pokarm, które znajdują się w pewnej
odległości. Najbardziej optymalne dla ludzkiego oka jest patrzenie
na dystanse większe niż 5 metrów. Niestety współczesny styl
życia stawia takie potrzeby naszych oczu „na głowie”. Spędzamy
czas przed komputerem, pracujemy z tekstem, odczytujemy informacje z
telefonów komórkowych, za każdym razem zmuszając wzrok do
skupiania się na bardzo bliskich odległościach. Ponadto przebywamy dużo czasu w zamkniętych pomieszczeniach, co powoduje, że nawet odrywając wzrok od naszych
narzędzi pracy, ciągle mamy bardzo ograniczone pole widzenia.
Konsekwencją przewlekłego używania oczu w taki sposób, jest rozwój
wad wzroku, przede wszystkim krótkowzroczności (najczęściej w młodym wieku),
która utrzymuje się często potem przez długie lata.
Współczesna
medycyna oferuje nam rozwiązania, takie jak okulary, czy dużo
bardziej wygodne soczewki, które poprawiają komfort życia i
pozwalają na normalne funkcjonowanie, jednak nie oferuje żadnych
możliwości terapii. Tak, jakby wada wzroku, która raz się
pojawiła, była już nieodwracalna. Operacje laserowe są
pewnym rozwiązaniem, jednak tutaj to zmiana krzywizny rogówki
pozwala na prawidłowe widzenie, tymczasem oko funkcjonuje nadal w
swoim dotychczasowym napięciu.
Czy
rzeczywiście raz powstała wada wzroku może już tylko się
pogarszać? Na początku XX wieku dr Bates opracował metodę ćwiczeń
oczu, które pozwalają na odwrócenie procesów, jakie medycyna akademicka nadal określa mianem nieodwracalnych. Techniki te były następnie udoskonalane przez jego wielu następców. Obecnie istnieją organizacje międzynarodowe zrzeszające terapeutów wzroku. Wiele osób doświadczyło tego, że oko jest narządem, jaki można ćwiczyć, a widzenie jest dynamicznym procesem, na którego jakość możemy wpływać przez odpowiednie nawyki. Wydaje się, że w związku ze
współczesnym stylem życia, zmuszającym tak dużą część
naszego społeczeństwa do codziennego patrzenia na krótkie
odległości, umiejętność relaksacji oczu jest bardzo cenna.
Pozwala bowiem na odpowiednią higienę pracy, która ochronić może
nas przed lawinowym rozwojem błędów refrakcji, jakie obserwujemy
dziś szczególnie u dzieci szkolnych.
Ćwiczenia
oczu dobrze jest wykonywać pod okiem doświadczonego terapeuty
wzroku. Do takich z pewnością należy Mikołaj Markiewicz, który
tym tematem zajmuje się od ponad 30 lat. W dniach 3-4 luty zapraszamy do Poznania na warsztat z „treningu widzenia”, podczas którego wykonywać będziemy z Mikołajem rozmaite ćwiczenia pozwalające na zrelaksowanie oczu. Więcej
informacji: anna-bober.yolasite.com/zdrowe-oczy.php
czwartek, 20 sierpnia 2015
Audycja o ziołach - Radio Merkury Poznań :)
Zapraszam do wysłuchania audycji radiowej z moim udziałem
http://www.radiomerkury.pl/audycja/goSC-babiego-lata/jakie-ziolka-zaparzyc-dla-zdrowia.html
środa, 27 maja 2015
Na łąkę po zdrowie - część trzecia wywiadu dla magazynu "Hipoalergiczni"
Dziś
już ostatnia część artykułu, który ukazał się w
majowej edycji kwartalnika Hipoalergiczni. Tutaj przeczytacie więcej, to jest wersja nie okrojona dla dociekliwych ;) Zapraszam do lektury :)
Dlaczego warto
stosować zioła? Czym różnią się one od leków syntetycznych,
które są dobrze przebadane i powszechnie stosowane w medycynie?
Nie wszystkie leki, jakie
są powszechnie zalecane przez lekarzy, są dobrze przebadane. Dla
przykładu skuteczność dostępnych bez recepty leków łagodzących
infekcje układu oddechowego takich jak paracetamol, czy ibuprofen,
nie została potwierdzona w dobrze przeprowadzonych badaniach
klinicznych. Większość z nich obejmowała małe grupy chorych,
rzadko były prowadzone z randomizacją i porównaniem z placebo.
Może to być zaskakujące, ale wskazania do stosowania tych leków
wynikają raczej ze znajomości patofizjologii układu oddechowego,
doświadczenia lekarzy oraz skutecznej kampanii promocyjnej.
Myślę, że środki
ziołowe są tutaj bardzo konkurencyjne. Stosowanie wyizolowanej
substancji czynnej w dokładnie określonej dawce wcale nie jest
korzystniejsze, mimo wygody stosowania tzw. „pigułek”. Proste
leki roślinne zawierają, oprócz najsilniej działającej
substancji, którą farmacja izoluje, bądź syntetyzuje na wzór
naturalnego pierwowzoru, także wiele innych składników, takich jak
witaminy, sole mineralne, śluzy, saponiny itp. Wszystkie te związki
również wywierają wpływ leczniczy, a niekiedy są wprost
niezbędne dla odpowiedniego działania terapeutycznego. Jedne
substancje czynne uzupełniają, wzmacniają, ochraniają, bądź
przedłużają działanie innych, mogą też wpływać na wchłanianie
poszczególnych związków. Jako przykład można podać witaminę C,
która w naturalnych surowcach występuje w towarzystwie flawonoidów
chroniących ją przed szybkim utlenianiem oraz wzmacniających jej
działanie, dzięki czemu taka jej forma jest 5-6 razy silniejsza,
niż odpowiednik syntetyczny.
Bardzo ważną zaletą odpowiednio stosowanych leków roślinnych jest brak działań ubocznych, oraz niska
toksyczność. Dla przykładu częstość występowania działań
niepożądanych po stosowaniu wyciągów z dziurawca w leczeniu
depresji ocenia się na 3% przypadków, w porównaniu do 20% dla
standardowych syntetycznych leków przeciwdepresyjnych. Na temat
zalet leku roślinnego można pisać wiele, ale ogólnie rzecz
ujmując, tradycyjne leki ziołowe są bardziej wartościowe od
syntetycznych, także tych, które zawierają oczyszczone substancje
pierwotnie pochodzące z roślin.
Przetacznik, fot. Anna Bober
Dlaczego
zainteresowałaś się ziołami? Jakie są Twoje ulubione ziołowe
remedia?
Ziołami interesuję się
od wielu lat. Nie pamiętam już jaki był pierwszy impuls. Myślę,
że w związku z tym, że swoje dzieciństwo spędziłam na wsi,
zawsze mi było jakoś blisko do świata roślin. Na łąkę miałam
parę kroków, a ziemię blisko pod stopami, może to zostawiło
jakiś ślad w podświadomości. Zioła nie są dla mnie jednak
sentymentalną podróżą, ale świadomym wyborem i nieustannie
odnawianą pasją. Temat ten interesuje mnie z wielu powodów. Mam
poczucie, że sięgając do ziół, wracam do korzeni, a przy okazji
zgłębiam dziedzinę wiedzy bardzo użyteczną i praktyczną. Wbrew
pozorom, bo mogłoby się wydawać, że ziołolecznictwo, to temat
oderwany od naszej stechnicyzowanej rzeczywistości. Przekonana
jestem, że umiejętnie stosowana fitoterapia, to medycyna bardzo
dobrej jakości.
Myślę, że w ziołach
tkwi ogromna moc terapeutyczna. Musimy się tylko nauczyć z
niej korzystać. Niestety ten potencjał jest bardzo zaniedbany
przez współczesną medycynę, a mimo, że środki ziołowe
obecne były w niej od zawsze, z roku na rok ubywa ich w oficjalnym
spisie leków. Osobną sprawą jest rosnące zainteresowanie
ziołolecznictwem, a także zapotrzebowanie na profesjonalną
wiedzę z tej dziedziny. Myślę, że mimo wielu trudności, z jakimi
boryka się obecnie fitoterapia, jej przyszłość wydaje się mieć
bardzo dobre perspektywy.
Od około ośmiu lat
leczę się ziołami, w ten sposób radzę sobie z każdą infekcją,
czy innymi problemami zdrowotnymi. Jakiś czas temu udało mi się
uniknąć zabiegu chirurgicznego pijąc herbatkę z owoców głogu,
liścia pokrzywy oraz porzeczki czarnej. Zioła stosuję na co dzień,
ich wybór jest bardzo duży, każdego dnia można odkrywać nowe
receptury. Jeśli jednak mamy jakiś problem zdrowotny, mieszanki
ziołowe zażywa się systematycznie, np. trzy razy dziennie, także
w formie nalewki, której stosowanie jest wygodniejsze i bardziej
efektywne. Lubię zacząć dzień wywarem z cytryńca oraz korzenia
lukrecji, a gdy jest pochmurno i deszczowo rozsmakowuję się w
napoju z aromatycznego rozmarynu połączonego z owocem głogu. Aby
się wzmocnić, piję remanię, co jest czarna jak kawa, ale działa
zgoła odmiennie od drenujących właściwości tej ostatniej. Zioła
to dla mnie niekończąca się przygoda, a umiejętnie posługiwanie
się nimi daje mi radość oraz satysfakcję z możliwości niesienia
pomocy sobie i innym.
czwartek, 2 kwietnia 2015
"Na łąkę po zdrowie" - część druga wywiadu dla magazynu "Hipoalregiczni"
Miałam okazję udzielać ostatnio wywiadu, który ukaże się wkrótce w wersji nieco okrojonej w magazynie Hipoalergiczni (dostępnym w empiku) oraz na portalu hipoalergiczni.pl. Ponieważ wersja oryginalna jest dość obszerna, publikuję ją tutaj w częściach.
Zioła coraz chętniej stosujemy w kuchni. Jakie zioła warto włączyć
do jadłospisu? Czy zioła suszone i świeże mają te same
właściwości?
Z
pewnością warto stosować zioła w kuchni. Rozgrzewają, poprawiają
strawność posiłków, dostarczają antyoksydantów, związków
mineralnych i witamin, mogą działać leczniczo. Polecam kurkumę z
dodatkiem szczypty pieprzu oraz oleju, które poprawią jej
wchłanianie. Osobiście używam tej żółtej przyprawy codziennie.
Wiadomo, że jest ona obecna w dużych ilościach w kuchni indyjskiej
i chroni tamtejszych ludzi przed nowotworami.
Wszyscy dobrze znają
bazylię, oregano, czy tymianek - aromatyczne zioła, które nadadzą
smak i estetyczny wygląd potrawom. Warto jednak pójść czasem po
zioła rosnące na łące i nazbierać trochę kurdybanka, krwawnika,
czy stokrotek, one są jak najbardziej jadalne. Pikantne rośliny
przyprawowe polecam stosować z pewną rozwagą. W zbyt dużej ilości
mogą nie być korzystne, choćby z uwagi na ryzyko podrażnienia
błony śluzowej żołądka. Umiar jest jak zawsze wskazany,
również i w tej materii.
Zioła
świeże i suszone różnią się nie tylko zawartością wody, ale
też innych składników, takich jak choćby olejki eteryczne. Jednak
świeże zioło powinno być użyte zaraz po zebraniu, jeśli nie
zostanie wysuszone, może ulec zepsuciu (przez gnicie).
Przechowywanie ziół wymaga odpowiedniej obróbki tego surowca, co
wiąże się najczęściej z jego suszeniem we właściwej
temperaturze, a następnie przechowywaniem - najlepiej w ciemnych
słojach.
Zioła
możemy zażywać w bardzo różnych formach. Najprostszym sposobem
są ziołowe napary. Zalewamy wówczas wrzątkiem 1-2 łyżki surowca
i przykrywamy na 10-30 minut. W taki sposób najczęściej
przygotowujemy kwiaty, liście ziół, bądź całe ziele. Gdy chcemy
wydobyć substancje czynne z korzenia, warto przygotować wywar
ziołowy. Najbardziej efektywną metodą pozyskiwania substancji
czynnych z roślin są jednak nalewki, do których przygotowania
stosujemy alkohole o różnym stężeniu, w zależności o rośliny i
rodzaju związków, jakie ta zawiera. Do ekstrakcji substancji
czynnych możemy użyć wina, wódki, a także oleju (otrzymamy wtedy
wyciąg olejowy).
Nalewki można przygotowywać samodzielnie,
wymagana jest tutaj jednak choćby podstawowa wiedza specjalistyczna.
Wyciągi alkoholowe zakupimy także w zielarniach, bądź sklepach
internetowych, ale wybór ziołowych kompozycji jest tutaj niestety
bardzo ograniczony. Możliwe jest przyjmowanie ziół także w formie
tabletek (czy kuleczek ziołowych), jest to z pewnością dużo
bardziej wygodne, ale traci się wówczas możliwość smakowania
zażywanej receptury. Istotna jest również odpowiednia jakość
produktu, niekiedy mogą się pojawić problemy z przyswajalnością
takich pigułek.
Część trzecia i ostatnia wywiadu tutaj:
http://anna-bober.blogspot.com/2015/05/na-ake-po-zdrowie-czesc-trzecia-wywiadu.html
Część trzecia i ostatnia wywiadu tutaj:
http://anna-bober.blogspot.com/2015/05/na-ake-po-zdrowie-czesc-trzecia-wywiadu.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)





