środa, 4 czerwca 2014

Jedzenie jak opium, czyli o uzależnieniu w autoimmunologii


Dziś poruszę temat nieco bardziej specjalistyczny, chciaż w pewnym stopniu może on dotyczyć każdego z nas. Okazuje się, że to czym się żywimy, może działać uzależniająco poprzez wpływ na nasz mózg. Przykładem takiego pokarmu jest rozsławiona ostatnio pszenica, której białka w postaci niestrawionej mogą docierać do komórek mózgowych i łączyć się tam z receptorami opioidowymi, tymi samymi, które reagują na morfinę i heroinę. Jak się domyślacie, to one właśnie są odpowiedzialne są za rozwój mechanizmu uzależnienia. Może właśnie dlatego pszenica jest dziś najpowszechniej uprawianą na świecie rośliną ;)

Wszystko zaczyna się od tzw. "nieszczelnych jelit", poprzez które dostają się do krwiobiegu fragmenty białek przypominające funkcją i budową morfinę. Dotyczy to przede wszystkim niestrawionych białek pszenicy, mleka, czy soi, trzech najbardziej alergizujących pokarmów. Ich oddziaływanie polega między innymi na zmniejszaniu wrażliwości na bodźce bólowe (jest to typowe np. dla dzieci autystycznych), tak jak po podaniu morfiny. Nieszczelne jelita, to przyczyna wielu chorób. Należą do nich między innymi coraz bardziej powszechne choroby z autoagresji (autoimmunologiczne). Ich lista jest bardzo długa, ponieważ proces autoimmunologiczny może dotknąć każdej części naszego ciała. Stwardnienie rozsiane, twardzina układowa, autoimmunologiczne zapalenie tarczycy (Hashimoto), choroby zapalne jelit, reumatoidalene zapalenie stawów (RZS), cukrzyca typu I, autyzm, łuszczyca i wiele innych.
 


W postępowaniu terapeutycznym wszystkich tych schorzeń zastosowanie znajduje dieta eliminująca gluten (w największych ilościach zawarty w pszenicy). Ponieważ gluten może być tylko początkiem góry lodowej pokarmów, które wywołują w organizmie proces autoimmunologiczny, diety eliminacyjne stosowane w takich chorobach powinny być prowadzone na podstawie testów na nietolerancje pokarmowe. Bardzo często należy wyeliminować właśnie te składniki, które pacjentowi najbardziej smakują, z uwagi na rozwinięty mechanizm uzależnienia.

Wiele osób z chorobami autoimmunologicznymi może zatrzymać toczący się w ich organizmie proces autoagresji przez odpowiednio skomponowaną dietę eliminacyjną. 

Niestety jest to informacja, którą rzadko można usłyszeć z ust lekarza. Medycyna oficjalna ciągle nie docenia roli leczenia żywieniowego, jakie może być ogromnym wsparciem, a czasem wręcz alternatywą dla stosowania leków farmakologicznych. Im wcześniej wprowadzona jest odpowiednia dieta, tym większe szanse na zatrzymanie rozwoju choroby. Dlatego osoby dotknięte schorzeniem autoimmunologicznym powinny wykonać testy na nietolerancje pokarmowe IgG zależne. Jest to tak zwana alergia opóźniona, różniąca się od powodującej znacznie szybszą odpowiedź klasycznej alergii typu I (IgE zależnej). Objawy alergii IgG mogą pojawić się dopiero kilka dniach po spożyciu alergenu, dlatego znacznie trudniej powiązać konkretny pokarm z wynikającymi z jego spożycia zaburzeniami pracy organizmu.






poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Zdrowa czekolada, mniam mniam :)


Dziś podaję swój autorski przepis na małe "co nieco" ;) Każdy ma od czasu do czasu ochotę na odrobinę słodkości. Wg medycyny chińskiej smak ten rozluźnia zastój Qi wątroby, czyli sprzyja wyluzowaniu np. w stanach różnego rodzaju napięć, będących nieodłączną częścią zabieganego, współczesnego stylu życia.


Przepis jest bardzo prosty w wykonaniu. Potrzebne są tylko trzy lub cztery składniki (opcja z mlekiem kokosowym) i zaledwie kilka minut czasu.

Na jedną porcję wystarczą:

1) 2 daktyle  
2) 1/8 część awokado
3) płaska łyżka kakao
4) mleko kokosowe - dwie łyżki (jeśli mamy pod ręką, bez mleka czekolada też wychodzi)

Ilości są orientacyjne, ja robię zawsze na oko ;) 



Daktyle gotujemy chwilę, aby nieco zmiękły (można też je wcześniej namoczyć). Następnie rozcieramy je z kakao,  awokado oraz mlekiem kokosowym. Przy małej porcji dla jednej osoby można zrobić to ręcznie, np. przy użyciu widelca. Aby otrzymać większą ilość jednolitej masy czekoladowej, warto posłużyć się blenderem, wtedy daktyle nie wymagają wstępnego przygotowania.

Czekoladę można przyprawić odrobiną kardamonu, cynamonu, albo kurkumy, jeśli ktoś lubi. Bez nich krem jest równie smaczny.

Otrzymujemy pożywną masę czekoladową bez olei utwardzonych i białego cukru, za to z bogactwem dobrej jakości tłuszczu (awokado, kokos), z błonnikiem oraz wieloma innymi cennymi żywieniowo składnikami.
Moja czekolada jest wegańska, można ją przygotować również w wersji raw. Myślę, że jest w stanie zadowolić każdego smakosza z bzikiem na punkcie zdrowego jedzenia i nie tylko. Uważajcie jednak, aby nie przesadzić z ilością ;)


Smacznego!



wtorek, 11 marca 2014

Chleba naszego powszedniego - odpuść nam dzisiaj Panie ;)

Spożywanie chleba jest zakorzenione w naszej kulturze kulinarnej od tysięcy lat. Jest to pokarm oparty na zbożach, a te pojawiły się w historii ludzkości na szerszą skalę wraz z osiadłym trybem życia, czyli jakieś 10 000 lat temu. Zboża znane były już znacznie wcześniej człowiekowi, jednak to dopiero przebywanie dłużej na jednym terenie, pozwoliło na korzystanie z ich sycących właściwości, ponieważ można było je wtedy zacząć uprawiać i zbierać w postaci plonów.

Dziś jednak powszechnie dostępne pieczywo jest bardzo problematyczne dietetycznie. Pszenica, jaką masowo się obecnie stosuje w piekarnictwie, niestety różni się od tej, która stanowiła surowiec do tradycyjnie wypiekanych bochenków. Od lat 60-tych XX wieku wprowadzono do upraw nowe jej odmiany, powstałe na skutek krzyżówek, które są znacznie bardziej atrakcyjne dla przemysłu piekarniczego, niestety gorzej z wpływem na nasze zdrowie. Obecnie pszenica różni się od starszych odmian przede wszystkim zawartością glutenu, którego jest dziś znacznie więcej w tym najbardziej zasobnym w glutenowe białko gatunku zbóż.



Problemy z glutenem oraz towarzyszące im dolegliwości zdrowotne są dziś coraz bardziej powszechne. Wiele osób, choćby te z chorobami autoimmunologicznymi, skorzystało by na jego całkowitym wykluczeniu z diety. Musiało by się to wiązać z rezygnacją ze spożywania pszenicy przede wszystkim, ale także żyta, jęczmienia i ewentualnie owsa. Taka dieta powinna być oparta o produkty nieprzetworzone, ponieważ zboża glutenowe są powszechnie dodawane w przemyśle spożywczym do produkowanej żywności, nawet tam, gdzie ich byśmy się najmniej spodziewali. Spośród wyżej wymienionych zbóż, owies jest tutaj najmniej kłopotliwy, poza tym są dostępne obecnie jego bezglutenowe odmiany. O dobroczynnych właściwościach owsianki można by się długo rozpisywać, dlatego jeśli jesteś zdrową osobą, nie musisz się aż tak daleko posuwać w swoim antyglutenowym radykalizmie. 

Przeciętnemu "zjadaczowi chleba" polecam zacząć swoją dietetyczną przemianę przede wszystkim od rezygnacji z powszechnie dostępnych odmian pszenicy. Alternatywę może tutaj stanowić zachwalany przez św. Hildegardę orkisz. Jest to stara odmiana pszenicy, która nie została zmodyfikowana genetycznie, dlatego zawiera mniej glutenu i tym samym jej spożywanie ma dla naszego zdrowia znacznie mniej niekorzystnych skutków. Odważnym polecam jednak rezygnację z codziennego spożywania pieczywa. Oczywiście białe bułeczki to "dietetyczne zło" w najczystszej postaci, ale wypieki na bazie pszenicy pełnoziarnistej również nie są doskonałe.

Zamiast kanapek śniadaniowych, które tak bardzo zadomowiły się w naszej kulturze, warto nabrać nowych nawyków. Osobiście praktykuję je od wielu lat, przygotowując ciepłe śniadania. Najbardziej sprawdzona jest tutaj owsianka na zmianę z kaszą jaglaną. Taki posiłek można przygotować np "na słodko" to znaczy z dodatkiem suszonych, czy świeżych owoców, albo też z warzywami. Warto wzbogacić danie o odrobinę pestek, nasion, czy orzechów oraz przypraw. Owsianka, albo kasza jaglana, przygotowane na wodzie z dodatkami, to smaczny i sycący posiłek, który gwarantuje dobre samopoczucie i energię czasem na cały dzień. Chleb jest "fast foodem". Jeśli jest on dobrej jakości (choćby żytni na zakwasie), można potraktować go jako alternatywę dla znacznie mniej przyjaznych dla naszego zdrowia batoników i innych przekąsek z barów szybkiej obsługi. Można jednak żyć bez pieczywa. Zacznij od śniadań, które powinno być iście królewskim i najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia. W okresie zimowym chyba nic nie zastąpi jego ciepłej wersji.

Na koniec małe podsumowanie. Skąd ten szalony pomysł, aby nie jeść chleba, który od tylu wieków jest podstawą naszej diety. Głównym powodem tego typu szaleństw powinien być fakt, że współczesne pieczywo niewiele ma wspólnego z tradycyjnymi wyrobami ze względu na ilość glutenu w wykorzystywanych do jego wypieku odmianach pszenicy, ale także wszechobecne dodatki, spulchniacze itp.  Jeśli nie wyobrażasz sobie życia bez kanapek, koniecznie postaw na jakość. Niech to będzie dobry chleb z dobrej mąki. Ten pszenny, jaki wypełnia półki sklepów, wg mojej opinii nie nadaje się do jedzenia i może przynieść więcej szkody niż pożytku. Po drugie, w historii ludzkości chleb pojawił się stosunkowo późno, tak więc spoglądając z tej szerszej perspektywy można się zastanawiać, czy rzeczywiście jest to tak bardzo "tradycyjny" składnik naszej diety. Osobiście jem chleb sporadycznie i to nie byle jaki ;)



niedziela, 19 stycznia 2014

Nieszczelne jelita - otwarte wrota dla choroby


Prawidłowe funkcjonowanie jelit jest podstawą zdrowia i dobrego samopoczucia. Jelita są najważniejszym miejscem styku wewnętrznego środowiska organizmu z całym bogactwem świata zewnętrznego. Bardzo ważne jest, aby ta bariera funkcjonowała w prawidłowy sposób. Niestety nie zawsze tak jest. Uszkodzenie ściany nabłonka jelitowego powoduje, że do organizmu przedostają się substancje niepożądane, takie które nie powinny się tam znaleźć, co może być przyczyną rozwoju szeregu zaburzeń zdrowotnych. 

O nieszczelnych jelitach mówi się dziś często w kontekście medycyny naturalnej. Środowisko lekarskie podchodzi do tego problemu rozmaicie, w zależności od stopnia poinformowania, przyjmując niekiedy postawę ignorancji. Tymczasem temat syndromu nieszczelnych jelit (ang. Leaky Gut Syndrome) jest coraz to obszerniej opisywany w profesjonalnej literaturze medycznej (1). Ponieważ zjawisko to leży u podłoża wielu chorób, uznawanych często dotąd za nieuleczalne (czasem pozornie niezwiązanych z przewodem pokarmowym), pojawiają się także nadzieje na nowe możliwości terapii. 

Z nieszczelnością jelit związane są wszystkie choroby cywilizacyjne na czele z tymi, które są główną przyczyną zgonów w naszym zachodnim społeczeństwie, mianowicie z chorobami układu krążenia. Nieprawidłowy profil lipidowy, nadciśnienie, cukrzyca typu drugiego, nieodłącznie mają w swoim obrazie patologicznym zjawisko nadmiernej "przesiąkliwości" jelit dla substancji obcych, które po dostaniu się do krążenia systemowego, prowadzą do rozwoju przewlekłego stanu zapalnego. Także coraz bardziej powszechne choroby autoimmunologiczne (takie jak cukrzyca typu pierwszego, celiakia, stwardnienie rozsiane, choroby zapalne jelit i wiele innych) oraz alergiczne (między innymi różnego rodzaju problemy skórne) powiązane są z nieszczelnością enteralną, inaczej jelitową. 



 
Niektóre spośród wspomnianych wyżej chorób, to poważny i rozpowszechniony problem zdrowotny. Ponieważ towarzyszy im często niejasny obraz etiologiczny, zwrócenie uwagi na syndrom nieszczelnych jelit, wydaje się być ważnym tematem dociekań naukowych nadchodzących lat. Wszystko odbywa się w dobie ery probiotykoterapii i zainteresowania mikroorganizmami zamieszkującymi jelita człowieka. Warto w tym miejscu zauważyć, że dysbioza (czyli zaburzenie prawidłowego składu tych ostatnich) jest podstawową przyczyną rozwoju problemów z integralnością śluzówki jelitowej, prowadzących do jej nieszczelności.

Lista zaburzeń zdrowotnych powiązanych z nieprawidłowym działaniem ścian układu pokarmowego jest długa. Za każdym razem o sukcesie terapeutycznym decyduje między innymi przywrócenie prawidłowego funkcjonowania nabłonka jelitowego. Jest to pokrewnie wiedzy z zakresu medycyny chińskiej, której jedna ze szkół przyjmuje zaburzenia pracy przewodu pokarmowego (tzw. środkowego ogrzewacza) jako źródło wszystkich wzorców patologii, postrzegając jednocześnie tę część ludzkiego ustroju, jako podstawowe miejsce oddziaływania terapeutycznego.

Niektóre czynniki wpływające na zwiększenie przepuszczalności jelitowej:

nieprawidłowe żywienie, które prowadzi do rozwoju patologicznej mikroflory jelitowej,
czynniki psychiczne - stres,
alkohol,
leki (niesteroidowe leki przeciwzapalne - tzw. NLPZ, sterydy),
antybiotykoterapia,
zakażenia (np. grzyby Candida albicans),
radioterapia i chemioterapia.




1) Nie spotkałam się jak dotąd z wzmiankami o nieszczelności jelit w podręcznikach akademickich. Temat ten jest jednak obecnie już poruszany na konferencjach naukowych. Pisząc o profesjonalnej literaturze medycznej, miałam na myśli najświeższe publikacje naukowe, jakie można znaleźć w bazie danych PubMed. Zainteresowanych odsyłam do strony internetowej: www.ncbi.nlm.nih.gov



wtorek, 29 października 2013

Mikroflora jelitowa - zapomniany narząd

Wpływ bakterii probiotycznych na zdrowie człowieka jest wielowymiarowy i ciągle niedoceniany. Zamieszkujące nasze jelita drobnoustroje pełnią rozliczne funkcje, a prawidłowe działanie organizmu nie jest możliwe bez wsparcia ze strony tych mieszkańców pokarmowych zakamarków. Waga rezydujących w samym jelicie grubym bakterii szacowana jest na około 1,5 kg, natomiast ilość genów bakteryjnych lokatorów ponad 100-krotnie przewyższa wielkość genomu człowieka. Nieprzypadkowo ostatnimi laty odkrywamy, w jak bardzo ścisłej zależności jesteśmy z tymi jelitowymi pasażerami. Zamieszkujące wnętrza naszych jelit mikroorganizmy symbiotyczne z uzasadnionych przyczyn można określić mianem narządu będącego integralną częścią ludzkiego ustroju.

Dysbioza, czyli stan zaburzenia równowagi pomiędzy ilością korzystnych oraz niekorzystnych szczepów bakteryjnych, to podłoże prawie każdej choroby przewlekłej. Wykazano znaczenie mikroorganizmów probiotycznych dla poprawy profilu lipidowego, w łagodzeniu stanów zapalnych, w terapii chorób alergicznych oraz ich działanie przeciwnowotworowe (szczególnie w przypadku raka jelita grubego). Korzystne bakterie są nieodzowne w leczeniu wielu chorób jelit - takich jak nieswoiste zapalenia jelit
 (1), przy zaparciach, a także w terapii otyłości. Bardzo interesujący jest wpływ zaburzeń w składzie mikroflory jelitowej na rozwój coraz bardziej powszechnych chorób autoimmunologicznych. O znaczeniu terapeutycznym probiotyków można pisać obszerne rozprawy, niemniej dziś skupię się na tym, jak zadbać o ich obecność w naszym codziennym menu.

Źródłem korzystnych dla zdrowia drobnoustrojów mogą być z pewnością produkty fermentowane. Bakterie kwasu mlekowego, dzięki którym odbywa się proces fermentacji, zwiększają odporność na infekcje, poprawiają trawienie, usuwają substancje toksyczne dla organizmu (pochodzące choćby z nieprawidłowego żywienia). Zawartość powstającego podczas procesu kiszenia kwasu mlekowego korzystnie wpływa na pH w jelicie grubym, hamując rozwój bakterii gnilnych. Podobnie działa on na samą kiszonkę, pozwalając na wydłużenie trwałości takiej potrawy.




W procesie wzbogacania codziennej diety w korzystne szczepy mikroorganizmów bardzo przydatne są kiszonki z różnego rodzaju warzyw. W Polsce rozsławione są tutaj kiszone ogórki oraz kapusta. Jednak surowcem, na bazie którego można samodzielnie wyhodować żywe kultury przyjaznych dla naszego zdrowia bakterii, mogą być także inne warzywa (np: buraki, marchew, kalafior, biała rzodkiew, cebula, czosnek, papryka, fasolka szparagowa). Ciekawą i bardzo zdrową kiszonką jest z pewnością Kimchi  (czyt. kimczi) - azjatycka, wywodząca się z Korei potrawa na bazie kiszonych warzyw. W jej skład najczęściej wchodzą: kapusta pekińska, marchew, biała rzodkiew albo rzodkiewki, cebula, szczypiorek, czosnek oraz przyprawy: chili, imbir, a także sól. Danie cechuje się, obok obecności bakterii probiotycznych, także zasobnością witamin oraz niską kalorycznością. Na bazie kiszonej soi powstaje z kolei znane z orientalnej kuchni miso. Dla urozmaicenia probiotycznych dań, można ukisić czasem również owoce, choćby jabłka, gruszki, czy śliwki.

Mankamentem częstego spożywania kiszonek jest zawarta w nich sól, która może być szczególnie niekorzystna dla osób z nadciśnieniem. Jej obecność umożliwia szybki wzrost i aktywność bakteriom fermentacji mlekowej, ograniczając jednocześnie rozwój mikroflory niepożądanej, dlatego jest ona tradycyjnie dodawana w procesie spontanicznej fermentacji, jakim jest kiszenie. Ponieważ żywność dostępna w sklepach, czy różnych "jadłodajniach", bardzo często zawiera już zbyt duże jej ilości, warto zwrócić uwagę na sposoby eliminowania soli z diety. Myślę, że nie jest to problem dla osób, które nie używają zanadto tej przyprawy w swoim menu. Bazując na żywności nieprzetworzonej, przygotowywanej w zaciszu prywatnej kuchni, możemy zadbać o to, aby nie było takiego nadmiaru i spokojnie podjadać systematycznie kiszoną strawę.

Pisząc o fizjologicznej mikroflorze jelitowej, nie sposób nie wspomnieć o znaczeniu, jakie w jej kształtowaniu ma odpowiednia dieta. Musi być ona zasobna w pożywkę dla żyjących w naszych jelitach korzystnych bakterii, a taką jest błonnik pokarmowy. Jak wiadomo chyba wszystkim, ten ostatni znajduje się wyłącznie w produktach pochodzenia roślinnego. Dlatego nieprzetworzona dieta roślinna, to klucz do zdrowia naszych jelit, a pośrednio całego organizmu. Nie wszystkie jednak produkty roślinne są tutaj korzystne. Przykładem znamiennym jest obecny w największej ilości we współczesnych odmianach pszenicy gluten. Inne zboża glutenowe to żyto, jęczmień oraz najmniej problematyczny w tym kontekście owies. Temat nadwrażliwości na pszeniczny gluten oraz inne mogące wynikać z jego obecności w diecie problemy, opiszę nieco w jednym z moich kolejnych postów.


1) Nieswoiste zapalenia jelit to wrzodziejące zapalenie jelita grubego i choroba Leśniowskiego - Crohna







niedziela, 15 września 2013

Zakazany owoc smakuje mi najbardziej - o ziołolecznictwie w kontekście regulacji prawnych

Od kilku lat dociera do mnie co jakiś czas informacja o tym, że Unia Europejska przymierza się do "zakazania ziołolecznictwa". Podobnie jest właśnie teraz. W myśl tego, co donoszą "źródła internetowe" w ten weekend ma wejść ustawa, która będzie przeszkodą w obrocie handlowym ziołami. Myślę jednak, że nikt nie jest w stanie zakazać korzystania z ziołowych specyfików, które rosną sobie beztrosko, choćby na najbliższej łące. Tymczasem zainteresowanie ziołolecznictwem jest coraz większe. Przygotowywanie ustaw, które mają godzić w tą dziedzinę, może nico osłabić dystrybucję ziół, ale na pewno nie sprawi, że zapomnimy o ziołowych naparach.

Człowiek jest częścią przyrody, a nie jej panem i władcą. Co dzień zjadamy w formie pokarmu ogromną rozmaitość unikalnych substancji z kosmosu, który nas otacza. Oczywiście możemy pokusić się o próbę zmierzenia tego, co trafia w nasze trzewia. Od wielu dekad jest to przymiotem choćby analitycznej dietetyki. Mamy normy na witaminy, minerały, których taka, a nie inna zawartość w racji pokarmowej, ma być szczególnie korzystna dla utrzymania określonego poziomu naszej witalności.  Wszystko to jest ciekawe, fascynujące wręcz nawet.

Jednak przez dziesiątki tysięcy lat Homo sapiens, wyposażony w instynkt, intuicję oraz przekaz pokoleniowy, doskonale radził sobie w swoim środowisku bez precyzyjnych urządzeń analitycznych. Czyżby współczesny człowiek, żyjący coraz dalej od przyrody, z której trzewi się narodził, zapomniał, że jest to w ogóle możliwe? Tymczasem dziś spece od marketingu substancji czynnych o właściwościach lekarstw, chcą przygotować regulacje prawne, które mają nas zabezpieczyć przez toksycznością ziół, które od pokoleń z dobrymi skutkami zażywamy. To prawda, dobrze by było przebadać zioła, tak oby standardy tych badań odpowiadały restrykcjom, jakim poddawane są rutynowo farmaceutyki. Efekty takich badań były by bardzo ciekawe, zaiste. Bardzo by było miło mieć na opakowaniach ziół informację precyzyjną, choćby co do skutków ubocznych, właściwości itd. Pytanie tylko, kto za takie badania zapłaci, bo z pewnością nie ci, którzy mają możliwości finansowe. 

Myślę, że niezależnie od macek koncernów farmaceutycznych, które pod płaszczykiem precyzji i analitycznego myślenia, wywierają wpływ na kształt regulacji prawnych związanych z obrotem ziołami, możemy spokojnie pić sprawdzone, babcine herbatki. Jest to najtańsza dostępna forma leczenia, której koszty nie są porównywalne, do tego, co zwyczajowo oferuje służba zdrowia. Gdyby tym, którzy liczą pieniądze w jej budżecie, rzeczywiście zależało na naszym dobrostanie, system ten funkcjonowałby zupełnie inaczej. Zamiast leków chemicznych, moglibyśmy być leczeni ziołami, dokładnie przebadanymi, wyselekcjonowanymi itd. Może i nie stać nas na kosztowne badania kliniczne, ale mamy też bogactwo swojej historii i tradycji. Mamy swoją wiedzę ludową oraz tradycyjne systemy medyczne, w których fitoterapia jest podstawą leczenia. Warto dodać, że zioła są i były badane już na wiele sposobów. Dostępna jest obszerna na temat ich działania literatura. Niestety dane te często nie są wystarczające, aby móc zarejestrować określone zioła, jako substancje lecznicze. Nie stoi to jednak na przeszkodzie, aby wykwalifikowany specjalista fitoterapii, mógł je odpowiedzialnie ordynować swoim pacjentom. Pytanie, skąd owi pacjenci je wezmą, gdy  te znikną z półek zielarni.

Wielebna służbo zdrowia, kochani lekarze, szanowni urzędnicy unijni! Zacznijcie wreszcie łatać swoje budżetowe dziury. Nauczcie się korzystać z najtańszych i najlepszych jednocześnie jakościowo środków leczniczych, które sprawdziły się doskonale funkcjonując przez setki lat w ramach tradycyjnych systemów medycznych. Czas wreszcie zająć się poważnie ich badaniami, a potem możecie wprowadzać swoje przepisy. 

Czy naprawdę potrzebujemy precyzyjnie określonej dawki substancji czynnej, przykładowo w naparze z dzikiego bzu czarnego, gdy jesteśmy przeziębieni? Myślę, że taka herbatka, z nieokreślonym dokładnie składem i odmierzoną "na oko" ilością, jest nadal dużo bardziej bezpieczna, niż pracetamol. Nie ma natomiast bezpiecznej, w sensie szkodliwości dla wątroby, dawki paracetamolu. Mamy na to badania naukowe.


Może jest to dobra okazja, aby zaprosić w tym miejscu na bezpłatne spotkanie dla zainteresowanych tematem kontaktu Człowieka z Ziemią i roślinami. Celem wykładu jest między innymi przedstawienie idei tworzenia Kręgów Zielarskich na terenie całego kraju. Kręgi owe w zamyśle będą służyć przywracaniu ziołowych tradycji, których odrodzenie i pielęgnowanie ma zostać zainicjowane w trakcie odbywających się w Polsce warsztatów. Zapraszam wszystkich sympatyków ziółek i fanów powrotu do źródeł, nie przeszkodzą nam najbardziej wycwanione unijne przepisy, bo jesteśmy wolnymi ludźmi.

Wykład zostanie poprowadzony przez Richarda McDonalda. Odbędzie się on w piątek 4 października o godz. 19stej w szkole jogi na ul. Jarochowskiego 8 w Poznaniu (Yoga Friends). Spotkanie to poprzedza warsztat zielarski, organizowany w weekend, w dniach 5-6 października.

Nasze łąki i lasy pełne są lekarstw, które (szczególnie w połączeniu z odpowiednią dietą), stanowić mogą alternatywę dla kosztownego leczenia farmakologicznego. Może i zioła nie posiadają badań klinicznych, ale mają tradycję bezpiecznego stosowania przez wieki. Są też najtańszą dostępną formą leczenia. Nauczmy się na powrót korzystać z tego dobrodziejstwa!

piątek, 30 sierpnia 2013

Poczuj smak otwartych przestrzeni


Dziś będę zachęcać do trudnej dla krótkowidzów, zaprzątniętych najczęściej swoją zamkniętą w murach rozmaitych aktywnością, zmiany nawyków. Jeśli droga jest Tobie czytelniku zdolność przenikliwego i ostrego postrzegania tego co daleko, wyjdź ze swojej klatki na otwarte przestrzenie!

Jedną z przyczyn rozwijania się krótkowzroczności, jest patrzenie na krótkie odległości. Dlatego, aby zadbać o zdolności refrakcyjne naszych oczu, warto spędzać czas poza ścianami ograniczającymi dosłownie zasięg naszego widzenia. Szczególnie dobrze działa tutaj przebywanie w otoczeniu zieleni oraz świeżego powietrza. Zielony kolor ma kojące dla naszych oczu działanie.

Skrajnym skróceniem dystansów, na które patrzymy, jest oczywiście praca przy komputerze oraz czytanie. Nie tylko skracamy wówczas odległość, ale i unieruchamiamy wzrok, skupiając się go na małej płaszczyźnie (czasem nawet punkcie). Dodatkowym problemem, jaki pojawia w przypadku komputera, jest emitowanie szkodliwego dla oczu promieniowania.

Powyższe informacje mogą się wydawać oczywiste, potwierdzają je także aktualne wyniki badań naukowych. Wykazano związek pomiędzy ilością aktywności poza domem ("outdoor activity") a rozwojem krótkowzroczności. Zweryfikowano także kwestię, czy może to być spowodowanie większym stężeniem witaminy D w surowicy krwi, na skutek wystawienia na działanie promieni słonecznych. Okazuje się, że do błędów refrakcji bardziej przyczynia się brak spędzania czasu poza zamkniętymi przestrzeniami, niż niedobory po stronie tej witaminy.

Jak poradzić sobie ma z tą informacją uzależniony w swojej aktywności zawodowej od spędzania czasu przy komputerze (albo czytania i pisania) krótkowidz? Jeśli nie stać nas na zbawienną dla naszych oczu rekreację, z pewnością możemy im nieco pomóc spoglądając w trakcie pracy na jak najbardziej oddalone przedmioty. Takie znajdują się za naszym oknem. Im dalej możemy spojrzeć, tym lepiej dla przemęczonych oczu. Tam właśnie teraz spoglądam, nasłuchując szumu skąpanych w wakacyjnym słońcu zielonych liści drzew. Takiego widoku w centrum miasta i Wam życzę :)